Mikołajki Oliwii

 

Drzwi do szpitala otwierają się. Wbiega młoda kobieta w rozpiętym płaszczu, z bezwładnym dzieckiem na ręku, krzycząc, że jej dziecko nie oddycha.

Natychmiast pojawiają się koło niej lekarze i personel medyczny. Matka mówi, że dziecko spadło z huśtawki, że ona tego nie widziała, tylko jej parnter. Lekarze zajmują się dzieckiem. To czteroletnia dziewczynka. Jeden z lekarzy powie potem, że wyglądała jak lalka.

Rozpoczyna się akcja ratunkowa. Okazuje się, że dziecko nie żyje od kilkudziesięciu minut, może nawet kilku godzin. Przy dokładniejszych oględzinach lekarze znajdują ślady pobicia. Jeden z lekarzy wzywa policję.

Lekarze przekazują matce informację, że dziecko nie żyje. Matka nie reaguje. Stoi bez ruchu, między połami rozpiętego płaszcza widać ciążowy brzuszek.

***

6 grudnia 2016 roku 4-letnia Oliwia została skatowana na śmierć. Sprawcą okazał się konkubent matki. Kobieta nie stanęła w obronie swojego dziecka. Sprawa ujrzała światło dzienne po tym, gdy matka zaniosła martwą córkę do szpitala.

***

Późniejsza sekcja wykaże, że „dziewczynka co najmniej od kilku dni była ofiarą drastycznej przemocy. Przyczyną jej śmierci były rozległe obrażenia wielonarządowe. Przede wszystkim ujawniono rozległy uraz głowy z krwiakiem i obrzękiem mózgu, liczne sińce, mające «charakter różnoczasowy», a nadto noszące cechy gojenia złamania kości łokciowej, obojczyka i jednego z żeber – poinformował rzecznik prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania” źródło.

„Przede wszystkim stwierdzono rozległe obrażenia głowy, w tym krwiak i obrzęk mózgu, obrażenia jamy brzusznej z rozerwaniem kreski jelita cienkiego – informuje Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury. (…) Podczas oględzin ujawniono plamy o wyglądzie śladów krwi na poduszce, ścianie oraz na pozostawionych w łazience i schowanych do szafy ubrankach dziewczynki” źródło.

***

Drastyczne, prawda?

Dramatyzmu zdarzeniu dodaje fakt, że miało ono miejsce w mikołajki – dzień, w którym dzieci znajdują prezenty pod poduszką albo w butach. Nie wiem, czy Oliwia znalazła prezent. Tego dnia została zabita.

***

Wiadomości radiowe, telewizyjne i internetowe przez szereg dni przekazywały informacje o kolejnych szczegółach, między innymi o tym, że dziecko było bite od wielu dni, o aresztowaniu mężczyzny, o grożącym mu dożywociu, o tym, że matka nie reagowała na przemoc, za to smarowała rany dziewczynki maścią, o tym, że mieszkali razem od niedawna, że spodziewa się kolejnego dziecka, a nad jeszcze innym nie sprawuje opieki.

W komentarzach pod internetowymi tekstami znacząca większość głosów skupiała się na groźbach wobec mężczyzny, z sugestiami dla przyszłych współwięźniów, co mają zrobić sprawcy, gdy się z nim spotkają. Pojawiały się także wnioski o zmianę prawa, a także złorzeczenia wobec matki.

***

Ale ta historia może być opowiedziana inaczej:

Starsze małżeństwo właśnie siada do obiadu. Nagle zza ściany dobiega rozpaczliwy krzyk dziecka: „Nie bij!” i wrzask mężczyzny: „Cicho bądź, ty mała k…! Jak się zaraz nie uspokoisz, to popamiętasz!” Następnie słychać łoskot, zaraz potem przejmujący płacz dziecka: „Mamo, mamo”. Starszy pan wstaje od stołu, podchodzi do blatu kuchennego, na którym leży telefon, sięga ręką i… przekręca gałkę radia. Z odbiornika głośniej płyną dźwięki świątecznej piosenki „Last Christmas”. Starsza pani spuszcza głowę. Milczy.

Albo tak:

Kobieta po trzydziestce wchodzi po schodach na swoje piętro. Zza mijanych drzwi dobiegają odgłosy awantury domowej. Wybija się cienki płacz dziecka, jakieś hałasy, krzyk mężczyzny. Kobieta zna tę dziewczynkę, która czasem bawi się z jej córką na podwórku. Niepokoi ją nieco ten hałas, ale w rękach niesie zakupy, nie chce ich odstawiać. A zresztą co miałaby zrobić? Postanawia, że na wszelki wypadek zadzwoni na policję, gdy tylko wejdzie do mieszkania.

W domu, po odstawieniu sprawunków i przebraniu się, pomna swojego postanowienia, bierze do ręki telefon. Czuje się niepewnie. Z komórką w ręce schodzi piętro niżej, ale za drzwiami nie słychać już żadnych dźwięków. Kobieta po namyśle stwierdza, że w takim razie jednak nie będzie dzwonić. Przecież już się wszystko skończyło. Obiecuje sobie, że jeśli znowu usłyszy taką awanturę, wtedy na pewno zadzwoni. Uspokojona wraca do siebie, by zająć się przygotowaniem obiadu.

***

W komentarzach uderzyło mnie to, że nieporównywalnie mniej głosów podnosiło kwestię reakcji sąsiadów, której nie było. A przecież ta rodzina nie mieszkała na pustyni, tylko w kamienicy. I nikt nic nie widział? Nikt nic nie słyszał?

Tu cytat z tekstu internetowego:

„Sąsiedzi są zszokowani losem czteroletniej dziewczynki. — Widziałem, jak wychodziła na spacery z tym człowiekiem. On trzymał ją za rękę. Wszystko wydawało się w porządku — mówi mężczyzna mieszkający w tej samej kamienicy, co zatrzymana para. — Byli cisi, spokojni. Chciałoby się powiedzieć, że normalna rodzina. Nie było żadnych awantur ani imprez — kręci głową jedna z sąsiadek.” źródło

Serio? Nic nie było słychać? Facet katował dziecko szeptem?

Dlaczego problem braku reakcji sąsiadów tak mnie poruszył? Bo to zwykli ludzie, tacy jak ty i ja, którzy stają się mimowolnymi świadkami dziecięcego nieszczęścia. Takie zdarzenie wdziera się w codzienność ich radości i trosk i każe coś zrobić. Dręczy sumienie. Tylko, że tym razem nikt nic nie zrobił.

Pewnie nigdy nie dowiemy się, co czuli i myśleli sąsiedzi, gdy pod ich spokojną kamienicę podjechała policja, gdy już wiedzieli z wiadomości, że ich mała sąsiadka nie żyje. Zresztą – po co nam to wiedzicć?

***

Przeglądając komentarze pod tekstami opisującymi to zdarzenie, natrafiłam na jeden głos nawołujący do tego, by przejść się po schodach, przypomnieć sobie, że może ktoś słyszał podobne sceny. Żeby jednak zadzwonić na policję, zanim będzie za późno. W innym miejscu przeczytałam wypowiedź pani piszącej, że zawsze zwraca uwagę dorosłym, gdy według niej nieodpowiednio postępują z dzieckiem, i że nie przejmuje się ewentualnymi komentarzami. I tyle. Dlaczego tak mało osób zwróciło uwagę na tragedię tej małej dziewczynki?

Pytanie, jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji?

***

Przez kilka dni, patrząc na swoje roześmiane dziecko i bawiąc się z nim, miałam z tyłu głowy Oliwię. Jej cierpienie, bezradność, bezsilność, uczucie zawodu, że matka nie reaguje. Samotność. Przed oczami stanęły mi także inne doniesienia o pobiciach dzieci, czasem kilkumiesięcznych, a czasem nawet młodszych, na które trafiam, gdy robię poranną prasówkę.

Jeśli dziecko nie ma obrońcy w domu ani w najbliższym otoczeniu, kto się za nim ujmie?

W moim domu nikt nie bije dziecka. Mieszkam w domu jednorodzinnym, więc sytuacje blokowe mnie nie dotyczą. Czyżby?

Czy nie ma niczego, co ja mogłabym zrobić?

A może jednak?

***

Jeszcze jedna historia:

Świeżo upieczona matka bawi się ze swoim dzieckiem. Uwielbiają wspólną zabawę, więc czuje autentyczną radość i szczęście, patrząc na swoją pociechę. W tle słychać wiadomości radiowe, pada informacja o śmierci czteroletniej dziewczynki z Łodzi; spiker podaje drastyczne szczegóły. Matka zamiera. Nie może powstrzymać łez. Patrzy na swojego roześmianego synka i myśli o tym, jak ktoś może tak skrzywdzić własne dziecko. …

Nagle w oczach staje jej nienapisany jeszcze tekst, pomysł na to, jak zapobiegać takim sytuacjom, jak edukować rodziców. Jest pełna zapału, w wolnej chwili zapisuje cały plan na kartce – od ręki. Ma natchnienie.

Mija kilka dni. Matka krąży myślami koło swojego pomysłu. Pisać? Nie pisać? Ale pisanie oznaczałoby ciężką pracę i wysiłek. Mijają dni…

***

Tekst powstał w hołdzie Oliwii, opublikowany 6 marca 2017, trzy miesiące po śmierci dziewczynki.

Napisałam go pod wpływem historii śmierci dziewczynki z Łodzi. Strona została postawiona po to, by umieścić go w internecie, w którym, jak wiadomo, nic nie ginie. Może ktoś przeczyta ten tekst, może coś się w nim poruszy, może następnym razem zareaguje.

To początek. To moja kropla w morzu potrzeb. Ale może ona przeleje czarę.

Od czegoś trzeba zacząć.

***

Opisane historie (poza tragedią Oliwii) to fikcja literacka. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub zdarzeń jest przypadkowe. Ale niestety prawdopodobne…

 

***

W tekście wykorzystano cytaty ze stron:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21089233,nie-chcial-zabic-dziecka-chcial-je-tylko-uciszyc-zabojca-oliwii.html#BoxNewsLink
http://www.tvn24.pl/lodz-ubrala-martwa-czterolatke-i-poszla-na-pogotowie,697802,s.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21087920,matka-zakatowanej-4-latki-z-lodzi-uslyszala-zarzuty-kobieta.html

 


Dodaj komentarz